„PRZESTRZEŃ WOLNOŚCI”

W domu nowo poznanych znajomych. Szczekanie zaczyna się jeszcze przed wejściem. Już w przedpokoju skacze na mnie, podgryza, przesmykuje się pomiędzy nogami, warczy, wyje. Stara się zdominować moje stopy, kompletny chaos. Pies i jego sposób bycia.

Kiedy usiadłem na kanapie, jest już przy mnie. Przynosi swoją ulubioną zabawkę, stawiając ją na moich skarpetach, warczy i skomle, szarpie nogi. Chce, żebyś zaczął grać z nim w jego grę. Kiedy sięgam po zabawkę, wszystko wzrasta kilkukrotnie, walczy ze mną na całego. Kiedy tylko przestajesz, kładzie zabawkę z powrotem na twoje stopy.

Właściciel, bierze zabawkę i zaczyna walczyć z psem. Pies nie chce puścić, uwiesza się na niej, jest coraz bardziej pobudzony, naenergetyzowany chaosem, walką. W końcu właściciel idzie zrobić herbatę i znika w kuchni. Pies jest znowu na mnie, jeszcze bardziej agresywny, jeszcze bardziej naładowany walką o zabawkę ze swoim właścicielem. Szarpie skarpety, oddycha ciężko.

Zatrzymuję się. Zatrzymuję kompletnie mój umysł i ciało, do pełnego bezruchu. Patrzę psu głęboko w oczy. Mój spokój i jego chaos są jak dwie energie, które spotykają się. Kto wytrzyma, kto podda się czemu? Która z energii będzie silniejsza…

… Jest stara buddyjska historia o podróżach Buddy. Mistrz podróżował ze swoją *Sanghą po terenach dzisiejszych Indii i Nepalu. Jednego dnia przyszli do pewnej wioski, której dzisiaj już nie ma na mapach. Ludzie przywitali Buddę z wielkim szacunkiem i honorami. Nakarmili sanghę i słuchali nauk.

Lecz z każdą minutą, która mijała rosło w nich napięcie, wzmagał się w nich strach. Tracili koncentrację, coraz częściej rozglądając się na boki. Budda przerwał wykład i zapytał „co zajmuje wasz umysł tak bardzo, że nie ma tam miejsca na **dharmę. Widzę, że jesteście ludźmi dobrego serca. Jakie problemy zajmują wasz umysł?”

Ludzie z wioski zaczęli płakać i powiedzieli Buddzie o grupie okrutnych wilków, które przychodzą każdej nocy, po zachodzie słońca. Niszczą zbiory, zabijają zwierzęta, nawet dzieci i dorosłych ludzi, jeśli po zmierzchu spotkają ich poza budynkami. Po zachodzie słońca, każdy musi być zamknięty w swoim domostwie, zabarykadowany, z zamkniętymi okiennicami. I to nie zawsze wystarcza, aby być bezpiecznym.

Budda uśmiechnął się łagodnie i zapytał: „Z którego kierunku przychodzą wilki?” Odpowiedzieli, że zza północnych wzgórz. „Pójdę tam o zachodzie słońca”, powiedział Budda kończąc wykład. Ludzie z wioski zabarykadowali drogę, krzyczeli i prosili Buddę, aby nie szedł tam, że wilki go rozszarpią. Nawet próbowali zatrzymać go trzymając jego szatę. Nawet sangha była przerażona tym co się wydarza. Łagodnym lecz zdecydowanym spojrzeniem, popatrzył na każdego z nich i ludzie otworzyli mu ścieżkę. Poszedł sam na wzgórza, skąd każdej nocy przychodziły wilki, podczas gdy ludzie z wioski barykadowali się przed nocą w swoich domach, razem z członkami sanghi.

Budda wszedł na wzgórze, znalazł pustą przestrzeń, usiadł i zamykając oczy wszedł w stan medytacji. Ten stan nie różnił, się od stanu kiedy chodził, mówił, jadł, z otwartymi i zamkniętymi oczami. Usiadł jako nicość, pustka, przestrzeń w której cały świat form i reakcji wydarza się…

… Wkrótce po zachodzie słońca przyszły wilki. Agresywne, głodne. Otoczyły Buddę, szczekały, wyły. Budda nie poruszył się. Nie poruszył się ciałem, ani umysłem. Doskonały bezruch.

Wilki zbliżyły się, szczerząc kły, przystawiając je do jego karku, aby mógł odczuć ich głodny oddech. Obgryzały jego szaty, prowokując reakcję, naciskały na niego energią swojej agresji, chcąc wywołać strach. Bez ruchu, zupełnie bez ruchu, bez ruchu ciała, bez ruchu umysłu.

Cała noc była taka, całą noc wilki atakowały, szczekały, zaciskały zęby w pozorowanym ugryzieniu kończyn, czekając aż pojawi się woń strachu.

Wraz ze wschodem słońca przyszli mieszkańcy wioski, wraz z sanghą, która podróżuje z Buddą. Byli przygotowani na najgorsze, że Budda, oświecony, ten bez ego, przebudzony został rozszarpany i zjedzony przez wilki z ich wioski. Jak bardzo byli zdziwieni, kiedy zobaczyli Buddę, nieruchomego jak statuę, z delikatnym uśmiechem, w doskonałym bezruchu. Nie ruszając ciałem, ani umysłem. A wilki spały spokojnie z głowami opartymi o jego kolana. Zrelaksowane, ciche, łagodne. Kiedy ludzie się zbliżyli, otworzyły oczy, przytulone mocno do Buddy.

Od tego dnia nie było już kłopotów z wilkami w wiosce. Niektórzy nawet mówią, że wilki chroniły wioskę od tego dnia, inni mówią, że jeden wilk pozostał z Buddą i stał się oświeconą istotą. Wieśniacy zapytali Buddę, kiedy zobaczyli co uczynił „Czy jesteś Bogiem?” Budda odpowiedział: „Jestem Tobą.” …

… Wracając do spotkania z psem na kanapie, patrzyliśmy głęboko w swoje oczy. Jego oczy przepełnione pobudzeniem, agresją, chaosem. Pełny bezruch, brak poruszania ciałem i umysłem. Bez reakcji. Jak Budda na wzgórzu.

Po minucie, lub dwóch położyłem dłoń na głowie psa. Delikatnie dociskając do ziemi, opiekuńczo, z miłością, ze spokojem. Pies zapomniał o walce, o zabawce, po prostu położył się brzuchem do góry, w pełni otwarty, zrelaksowany, szczęśliwy.

Wrócił gospodarz, chwycił zabawkę i co zaczął robić? Oczywiście, zaczął znów drażnić nią psa. Cykl zaczął się jeszcze raz. Potem znowu poszedł zrobić herbatę, więc wróciliśmy z psem do spokoju, do bezruchu, nawet głębiej. Teraz pies już leżał spokojnie, obok mnie na kanapie, nie reagując na zaczepki właściciela, który przystawiał mu zabawkę do pyska. Gospodarz nie mógł uwierzyć. Pyta się „Czy to jest mój pies?, odpowiadam śmiejąc się „Nie, teraz to jest mój pies.” …

… Jest w tobie przestrzeń, właściwie to ty jesteś tą przestrzenią. Przestrzenią, która jest nieruchoma, gdzie pojawiają się wszystkie reakcje ciała i umysłu. Nawykowe dynamiki bodźców, fenomenów interpretacji w umyśle i powiązanych z nimi reakcji.

Nie ruszaj się, nie reaguj. Utwierdź się w bezruchu, w braku reakcji. Nie ruszaj nawet myślą, ponieważ to również jest ruch. W świecie jest mnóstwo energii, które będą próbowały wciągnąć ciebie w swoją grę. Bodziec – reakcja, bodziec – reakcja. To jest podświadomość. System, zestaw tysięcy reakcji na bodźce, często tak szybkich, że nie są nawet zauważane przez świadomy umysł. Wiele osób, większość ludzi uważa, że są tym zestawem reakcji na bodźce. To nie prawda. To wyuczone programowanie. Ty jesteś kimś innym, czymś innym. Jesteś świadomością, w której wszystkie programy reakcji wydarzają się.

Ta przestrzeń, twój dom, ma drzwi. Nie sugeruję podążania drogą represji, kiedy barykadujesz drzwi, aby zablokować jakąś część doświadczenia i rekcji na nie, lecz również nie pozwalasz, aby gość w twoim domu zamieniał twoją przestrzeń w swój plan zabaw. Po prostu bądź w pełni otwarty, twój dom tak naprawdę nie posiada ścian, nie ma drzwi, nie ma okien. Otwarta przestrzeń jak niebo. Bądź w taki sposób. Cokolwiek pojawia się na niebie, niebo pozostaje nieruchome i nie reaguje na to co się pojawia. Bez reakcji, doskonały bezruch. Bez ruchu, bez ruchu ciała, bez ruchu umysłu…

… Wydarzenia jako zestawy sygnałów, bodźców i reakcje mogą dziać się i ty obserwujesz to bez personalnej identyfikacji z nimi. Nie ma żadnej myśli „ja”, która wchodziłaby z nimi do gry. Twoje „ja” pozostaje bezforemną, czystą przestrzenią, jako świadek tego co się wydarza.

Pomiędzy wszystkim co się dzieje w świecie, rozumianym jako środowisko i twój umysł, i  reakcjami znajduje się twoja wolność niereagowania. Wszystko to pojawia się w świadomości, wszystko może być obserwowane. Pytanie brzmi, czy będziesz utożsamiał siebie z tą przestrzenią czy nawykowymi reakcjami myśli, emocji, odczuć na wydarzenia.

Reakcja to nieświadomy wybór, który pochodzi z nawyków wbudowanych w procesie społecznego uczenia się, poprzez uwarunkowanie. Każda z nich jest wyuczona, uzyskana, żadna z nich nie jest tobą. Jesteś przestrzenią, przestrzenią wolności, w której wszystkie formy mają swoje miejsce. Nie dawaj im swojej mocy poprzez identyfikację z nimi, nie walcz z nimi, nie poddawaj się im, po prostu obserwuj, patrz w bezruchu. Bądź pusty jak przestrzeń, jak niebo, obserwuj wszystkie uwarunkowane reakcje…

… To jest wolność. Kiedy byłem młody myślałem, że wolność polega na tym, aby robić co ja chcę. Teraz wiem, że to jest na odwrót. Prawdziwa wolność polega na tym że nie musisz robić tego co „ja” chce. Tak naprawdę, nie musimy robić czegokolwiek. Wtedy przechodzisz na drugą stronę i twoje działanie staje się niedziałanie. Robisz działania, ale nie pochodzą one z uwarunkowanego umysłu, lecz są wynikiem spontanicznego bycia w tu i teraz. Nie pochodzą z idei, pomysłu, stają się ruchem Życia, Istnienia. Naturalne, spontaniczne.

Kiedy rzeczy dzieją się, w szczególności trudne rzeczy – nie ruszaj się. Nie ruszaj swoim ciałem. Nie ruszaj swoim umysłem, nie poruszaj ani jednej myśli. Pozostań jako nieruchomy świadek, jako przestrzeń w której wszystko się wydarza. Reakcja może chcieć wymusić na tobie jej realizację, obserwuj to działanie. Rozpoznaj, że cała ta dynamika zachodzi w twojej świadomości. Nie identyfikuj się z reakcją, pozwól, żeby się działa, nie walcz z nią, nie tłum jej, nie chowaj, nie ukrywaj jej. Bądź z nią. Oddychaj. Obserwuj. Po chwili zniknie, jak fala oceanu i pozostanie tylko świadomość, teraz pusta, czysta, bez jednej zmarszczki na tafli wody…

… Pomiędzy każdym bodźcem i reakcją, która zachodzi jest w Tobie przestrzeń, nazywam ją przestrzenią wolności, to jest nasza natura Buddy. Wolność od jakichkolwiek reakcji, na cokolwiek pojawia się w polu bycia. Nawet to, niereagowania na bodźce i samo pojawienie się bodźca wydarza się w świadomości, w przestrzeni. To, a nie zestaw uwarunkowanych emocji, myśli, cech osobowości, odczuć ciała, jest twoją prawdziwą naturą. Wiara, że jesteśmy zestawem personalnych reakcji jest snem tego świata, twoim osobistym snem, z którego możesz obudzić się, kiedy przesuniesz identyfikacje swojego Istnienia z systemu zaprogramowanych reakcji, nawet tych najbardziej osobistych, które najbardziej definiują twoją osobowość na obecność, na świadomość w której wszystko, łącznie z twoją osobowością wydarza się. To jest czas, dla wielu osób, aby przebudzić się jako poczucie bycia świadomością, aby obudzić się ze snu osobowości i zaprogramowanych reakcji umysłu. To jest wolność.

„PONAD CHMURAMI”

To był deszczowy dzień. Taki typ dnia, kiedy wszystko dzieje się z trudem, kiedy rzeczy dzieją się  w niezgodzie z naszą personalna wolą i preferencjami od samego początku, gdy otworzysz oczy o poranku. Śniadanie spaliło się, zepsuł się prysznic, który zaczął przeciekać. Pogoda, była deszczowa, mglista. Rzeczy nie chciały zmieścić się do walizki, taksówka była spóźniona i prowadzona przez agresywnego kierowcę. Spóźnieni na lotnisko, musieliśmy biec do bramki. Chaos i stres. Służba graniczna była tak bardzo niemiła, jak tylko potrafi być.

Samolot śmierdział, w środku, ludzie zaczęli kłócić się o schowki na bagaż. Taki dzień, nawet stewardesy były znużone i niemiłe. Samolot zaczął jechać po pasie startowym. Oczywiście, było opóźnienie ze względu na ruch na lotnisku i kiedy już zaczął startować, to był chyba najbardziej wyboisty pas startowy na świecie, rzucało samolotem na wszystkie strony. Energia w kabinie była straszna, wszyscy przynieśli tam całe swoje poranki, które zapewne mogły być podobne do naszego. Samolot wystartował i zacząłem medytować, obserwując oddech w pępku i na czubku nosa. Delikatnie przechodząc po kilkunastu minutowej medytacji do snu. Deszcz, niepogoda, stres, lotniska, taksówki, problemy, wszystko zniknęło. Zasnąłem z uśmiechem na twarzy.

Usłyszałem delikatny głos: „Przepraszam Pana, czy nie zechciałby Pan napić się wody?” Otworzyłem oczy, cała kabina była oświetlona silnym i jasnym słońcem. Ludzie rozmawiali ze sobą delikatnie, spokojnie. Stewardesy wesoło gawędziły z pasażerami rozdając wodę i przekąski. W samolocie panowała piękna energia spokoju, relaksu. Byliśmy ponad chmurami…

… Widzisz, na górze jest zawsze dobra pogoda, wystarczy wzbić się wystarczająco wysoko, ponad chmury. Zawsze jest słońce lub święcący księżyc, nawet gdy jest burza na wysokości, można iść wyżej, i wyżej aż do ciszy przestrzeni kosmicznej. Jak możesz zobaczyć ze zdjęć astronautów, ziemia zawsze wygląda pięknie i spokojnie z daleka, z dystansu z przestrzeni kosmicznej.

Życie ciągle się zmienia, fale życia przychodzą i mogą być bardzo trudne, dalekie od tego co chcielibyśmy, aby było. Lecz jeśli jesteś wysoko ponad nimi, tam zawsze jest spokój, a w spokoju, poza chaosem umysłu, możesz być w kontakcie, ze swoją prawdziwą naturą, której rezonansem są najpiękniejsze stany miłości, otwartości, radości, jakich możesz doświadczyć.

Twoja esencja, Twoje Istnienie jest zawsze w radości, szczęściu i spokoju, nawet w oku cyklonu, w środku możesz znaleźć to miejsce. Nie jest ono spowodowane obecnością zewnętrznych warunków, tak jak pogoda na ziemi. To jest wyżej, ponad ziemskimi problemami…

… Uwarunkowany umysł, emocje, myśli, mogą być w szalonym chaosie. Wciąż, wysoko ponad nimi, twoje Istnienie jest w spokoju i szczęściu. Kiedy identyfikujesz się z Istnieniem,  z tym co ponad, zamiast z aktualną pogodą, wtedy znikają wszystkie problemy. Co prawda wciąż mogą być obecne w polu, lecz ty poruszasz się swoją obecnością wysoko ponad nimi. Wysoko ponad uwarunkowaniami i reakcjami na bodźce. Tak jak samolot startujący z lotniska wypełnionego mgłą i deszczem, wzlatuje w słońce, podobnie my wychodząc ponad umysł, zaprzestając identyfikacji z nim i obserwując jego działania jak pogodę, która się wydarza, znajdujemy nasze wewnętrzne słońce. Słońce jest zawsze obecne, lecz czasem nie jest widziane na ziemi, poprzez deszcz i mgłę. Podobnie jest z nami. Zamglony umysł zakrywa naszą prawdę, nasze słońce, naszą prawdziwą naturę. Lecz słońce, którym jesteśmy zawsze jest, czeka na ciebie, abyś się w nim uświadomił. Idź ponad, wysoko, w obserwację z dystansu wszystkich ziemskich uwarunkowań.

Samolot zaczął lądować, powoli. Dla mnie ten lot to była czysta ekstaza, *Satori, **Samadhi, Oświecenie. Kiedy wchodziliśmy z powrotem w chmury, lecąc w deszczu nad zamgloną ziemią wszystko ruszyło jeszcze raz w działanie. Wylądowaliśmy. Ludzie zaczęli walczyć, kto pierwszy wyjdzie z samolotu, kolejka stała niecierpliwie. Uśmiechy stewardes zamieniły się w maski cierpienia, zmęczenia i braku cierpliwości…

… Powtarzałem w sobie mantrę, w zasadzie sama powtarzała się we mnie jak świadomość, nie wiara, ale pewność „jestem słońcem, jestem ponad”. Pożegnałem serdecznie pilota i obsługę, wychodząc jako jeden z ostatnich. I w tej obecności, pilot i stewardesy chociaż na chwilę, powrócili do energii sprzed chwili, kiedy byliśmy ponad chmurami życia. I potem wszystko było takie samo. Beznadziejne zachowania obsługi lotniska, długie oczekiwania na bagaż, problemy na lotnisku, wkurzony taksówkarz, problemy z rezerwacją w hotelu, mglista i zimna, deszczowa pogoda. Spotkania zostały odwołane, ludzie biegali w mieście we wszystkich kierunkach, gonieni swoimi myślami. Popołudnie było dosłownie identyczne jako poranek, przed lotem. Lecz ta przerwa, lecąc w niebie, w słońcu, tam gdzie odbył się ***Satsang. Wszystko było takie samo, lecz ja byłem inny. Spokojny, radosny, szczęśliwy, idąc przez cień tego dnia.

Czasami uwarunkowania umysłu na bodźce płynące z pogody świata, chcą nas wciągnąć w łańcuch reakcji. To nazywa się ****Samsara – cierpienie. Możesz lecieć ponad tym. Nie tańcz z tym, nie reaguj. Nie łącz swojego poczucia siebie z tą grą. Bądź ponad tym. Pozostań jak słońce, jak kosmos w którym istnieje słońce. Cokolwiek się dzieje w twoim otoczeniu, w tobie w środku, nie usprawiedliwia połączenia z tym, identyfikacji i budowania dynamiki reakcji ciała i umysłu. To jest Samsara, zostaw to. Weź mądrość tego Satsangu, bądź ponad tym co si wydarza. Nie za pomocą wyparcia, czy dumy, lecz świadomości, że to co się wydarza, to nie jesteś ty. Ani bodźce które płyną, ani reakcje które się pojawiają, to nie jesteś ty…

… Bądź ponad warunkami i pogodą jaka jest na ziemi, bądź nawet ponad pogodą swojego ducha, bowiem, to wszystko się zmienia, pogoda zawsze się zmienia i jeśli połączysz swój stan Istnienia z czymś co jest zmienne – wtedy tracisz bezwarunkowość bycia ponad tym wszystkim co się wydarza. Bądź ponad głodem i pragnieniem, ponad planami i pożądaniem. Bądź ponad oczekiwaniami twojej osobowości, ponad potrzebami społecznymi. Ponad pogodą życia i pogodą twojej indywidualnej osobowości.

Wtedy jesteś wolny, naprawdę wolny. Wolny od warunków wewnętrznych i zewnętrznych. To jest *****Nirvana – wolność od cierpienia, wolność nawet od chwilowej radości przedmiotowej, która prędzej czy później zamienia się w cierpienie. To co naprawdę wartościowe w życiu jest bezwarunkowe, jest wolne, nie podmiotowe, zawiera się w świadomości i rozpoznaniu podmiotu, czyli tego kim jesteś.

Leć wysoko ponad warunkami życia. Bądź utwierdzony w obecności, nie reaguj.

* Satori – czasowy wgląd w nie dualność wszechświata, doświadczenie Przebudzenia jako świadomość

** Samadhi – pełne i permanentne oświecenie, stabilna świadomość Istnienia jako niepodzielnej świadomości

*** Satsang – literalnie „spotkanie z Prawdą”, mające wielo-tysiącletnią tradycję duchowe zgrupowania poszukujących odpowiedzi na pytanie „kim jestem”

**** Samsara – iluzja umysłu, która przykrywa prawdziwe doświadczanie, tego kim jesteśmy. Błędne przekonania i wierzenia, utożsamianie się z tym co przemija, z ciałem i umysłem. Literalnie –cierpienie. Uwarunkowania niepozostawione w tym życiu, przyjmują formę kolejnego wcielenia poprzez reinkarnację w formie.

***** Nirvana – wolność, wyzwolenie, oświecenie, wyjście z cyklu ponownych narodzin poprzez rozpoznanie swojej prawdziwej natury

1 „NIEDOTYKALNY RDZEŃ”

Siedząc w popołudniowym słońcu, po prostu czułem przyjemność, płynącą z gorąca promieni słońca, otaczających moje ciało, jak ciepłe ubranie. Jest w tym tyle przyjemności, tyle spokoju, nic tylko cieszyć się gorącem lejącym się do ciała, relaksującym, pozytywnym.

Lecz kiedy słońce chowa się za chmurami, ciepło, promienie, przyjemność odchodzi. Teraz jest zimno, nadchodzi lodowaty wiatr i trzęsę się, przychodzi nieprzyjemność, im dłużej tym więcej cierpienia, więcej nieprzyjemności. To jest życie. Słońce przychodzi i odchodzi, gorąco, ciepło zamienia się w zimno i lodowaty wiatr. To jest życie. Czasami świeci słońce, czasami pada deszcz…

… Siedzę na zwalonym pniu w górach, pogoda zmienia się, słońce przychodzi i odchodzi… Kiedy słońce i ciepło przychodziło, wraz z nimi pojawia się przyjemność. Przyjemność ciała i umysłu. Kiedy słońce odchodzi i przychodzą zimne dni, zaczyna się cierpienie. Kontemplując to co właśnie się wydarza, reakcje mojego własnego ciała i umysłu, wiedzę jak zmienia się moje doświadczenie siebie i świata, wraz ze zmianą pogody. To jest życie, dla większości ludzi, uwarunkowane reakcje na różne zmiany pogody w życiu. Pytam: „Co jest we mnie poza wpływem pogody? Czego nie mogą we mnie dotknąć warunki życia?” Zaczynam odczuwać coś, co mogę jedynie opisać jak przestrzeń. Przestrzeń która jest tak olbrzymia w swoim dystansie od tego co się wydarza, jak najdalsze gwiazdy i o wielkiej pojemności, możliwości przyjęcia wszystkiego, ze spokojem, bez oddziaływania na mnie. Czułem się jak górskie niebo, które ma miejsce w sobie, aby przyjąć wszystko, jednocześnie, nie jest niczym ograniczone.

Siedząc na skale przypominam sobie opowieści. Pierwsza dotyczy mnicha buddyjskiego Garchena, którego w wieku dwudziestu lat, chińska władza zamknęła w więzieniu. Z czysto politycznego powodu, chcąc wyeliminować każdą znacząca osobę w Tybecie. Garchen spędził w więzieniu 25 lat. Kiedy wyszedł z więzienia, opuścił je jako oświecony człowiek. Powiedział wtedy, że Chińczycy w więzieniu zabrali mu wszystko. Zabrali mu szaty i buddyjskie przybory modlitewne, zabrali mu święte księgi i obrazy, zabrali mu rodzinę i przyjaciół. Potem w trakcie tortur zabrali mu godność, zdrowie ciała, zabrali mu wszystko, co mogli zabrać. „Ale jednego nie mogli mi zabrać.”, powiedział. Jest jedna rzecz, której nikt nie może ci zabrać i tym właśnie jesteśmy w naszej prawdziwej naturze. Świadomość bycia, tym czego nikt nie może nam zabrać, co jest poza wpływami tego świata, czego nie można nazwać słowami, to jest oświecenie, które Garchen wyniósł z chińskiego więzienia.

Druga opowieść, jest bardzo podobna. To historia z naszego kręgu kulturowego. Niemiecki psychiatra, żydowskiego pochodzenia Wiktor Frankl, zostaje zamknięty w Auschwitz. Tak samo, jak w przypadku Garchena, jego oprawcy niszczą wszystko co posiadał, kim był. Dewastują jego ciało i psychikę. Przeprowadzają na nim eksperymenty medyczne. W trakcie trwania jednego z eksperymentów Dr. Frankl opuszcza świadomością swoje ciało, widzi je z dystansu. Widzi wszystko kim był, jednocześnie będąc kimś innym. I to coś innego, kim jest, jest niedotykalne przez jego katów. Staje się wolny. Mimo warunków obozowych, w jakich spędza kolejne lata, staje się szczęśliwy, spokojny, wolny, co opisuje w późniejszych latach w swoich książkach…

… Nie twierdzę, że potrzebujemy tak drastycznych doświadczeń, aby doświadczyć, takiego aspektu w nas, który jest niedotykalny przez warunki zewnętrzne. Jednak od tysięcy lat istnieją różnego rodzaju praktyki w wielu tradycjach duchowych na całym świecie, które poprzez różnego rodzaju posty (głodówki), medytacje, odosobnienia, rytuały, święte rośliny, pomagają odrzucić perspektywę „jestem ciałem i umysłem”. Aby połączyć się z czymś większym, z czymś poza wpływem warunków tego świata.

Znajdź to czego nie może dotknąć pogoda życia, co jest poza poszukiwaniem przyjemności  unikaniem cierpienia w ciągle zmieniający się życiu i doświadczeniu. To co jest poza unikaniem zimna, poza pragnieniem ciepła. Trzymanie się tego czego nie ma a chcemy, żeby było, lub odpychanie tego co jest, a czego nie chcemy jest próbą zaczepienia kotwicy na słońcu, aby zostało lub dmuchaniem na zimny wiatr, aby odszedł.

Zamiast szukać stabilności przyjemności w zmiennym, znajdź to co jest poza jakimkolwiek wpływem w tobie. Poza wpływami nagród i krytyki, poza spełnieniem i niespełnieniem pożądania różnych stanów życia i obiektów, poza wszystkim co zmienne. Znajdź to co jest niezmienne, poza wpływem, co jest niedotykalne przez warunki życia. To co jest stabilne w jakichkolwiek warunkach, co jest poza zasięgiem wpływu jakichkolwiek fenomenów, płynących ze świata i ich umysłowych interpretacji. Poczuj swój niedotykalny rdzeń.

Słońce wschodziło i zachodziło wiele razy w ciągu mojej górskiej medytacji. Raz opadał na mnie lodowaty cień, raz oświecało słońce. Trzydzieści, może czterdzieści razy warunki zmieniały się, jakby chciały mnie czegoś wyraźnie nauczyć. Pokazać, że jeśli uzależnimy nasz stan wewnętrzny od zewnętrznych warunkach, stajemy się pacynkami w dłoniach zmienności świata, na który nie mamy wpływu. To na co mamy wpływ, to decyzja czy pozwolimy na rzucanie nami na wszystkie strony przez życie, czy odnajdziemy stabilność w tym w nas, czego żadne warunki życia, nie są w stanie sięgnąć…

 

… Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się nad sensem medytacji, spójrz na to. Człowiek siedzi nieruchomo z zamkniętymi oczami, nic nie robi, nie rusza się. Medytacja jest praktyką, która ma pozwolić nam rozpoznać nasz rdzeń, zabrać głębiej niż powierzchnia złożona z myśli, emocji, uczuć. Jeśli nauczysz się być nieporuszony w medytacji, kiedy przychodzą różnego rodzaju fenomeny w ciele i umyśle, wtedy dużo łatwiej będzie ci oprzeć się im, kiedy przyjdą w twojej codzienności.

To jest dużo bliżej niż myślisz, właściwie to jest twoja prawdziwa natura. Nie poruszaj się z falami doświadczeń, które przychodzą i odchodzą, przychodzą i odchodzą. Bądź głębią oceanu. Zawsze obecną, niedotykalną przez to co na powierzchni.

Zamiast szukać słońca na zewnątrz, aby czuć się dobrze. Bądź jak słońce. Słońce nie jest pod wpływem czegokolwiek, co wydarza się na ziemi. Cywilizacje i bohaterowie rodzili się i umierali, miasta wzrastały i zapadały w ruinę, a słońce, nigdy nie było pod wpływem tego.

Ziemia to twój umysł i ciało, rzeczywistość fenomenów, to co zmienne. Bądź obecnością słońca, cichym obserwatorem tego co się wydarza, dając równo swoją energię każdemu momentowi, czystą obecnością.

Niedotykalne, ziemskimi zmianami, wszystkim tym co pojawia się w ciele i umyśle. To jest twoja obecność. Niezmienna, niedotykalna, poza wpływami. Tak być w życiu, to jest prawdziwa wolność.

2 „To nie jest kamień”

Kamień w mojej ręce chce nauczać. Kolejny dzień warsztatów w przepięknych Beskidach. Dni wypełnione medytacją, kontemplacją, ciszą. Spacerujemy po górach, kiedy wszyscy proszą o spontaniczny Satsang. Wyciągam kamień, który schowałem do kieszeni wiele godzin temu. Zawołał mnie. Trzymam go tak, aby uczniowie mogli zobaczyć i pojawia się pytanie płynące z moich ust „Co to jest?” Oczywistą odpowiedzią jest – „kamień”. Takie też odpowiedzi płyną od grupy. Po chwili ciszy, coś mówi przeze mnie.

„To nie jest kamień, to jest Życie, to jest Istnienie. Kamień to mentalna etykietka, która dzieli Istnienie na części. Wtedy już nie spotykamy się z surowym pięknym Istnienia, lecz ze społecznymi projekcjami, ze słowami, nakładanymi na to co jest.” Zapadła cisza.

Więc to nie jest kamień, to jest Życie, Istnienie i możesz rozejrzeć się dookoła siebie, na świeżo, bez umysłu, bez etykiet, na nowo. Zobacz piękno Istnienia, we wszystkim, bez podziałów, bez granic. To jest jedność, przepływ życia. Nie istnieje plaża i ocean, niebo i gwiazdy, nie ma tysięcy, nie ma milionów, nie ma nawet dwóch, jest tylko jedno, wszystko jest jedno. To nasz umysł za pomocą języka i nazw stawia granicę, oddzielając rzeczy od siebie. I owszem jest to pomocne w komunikacji, lecz jest to miecz obusieczny. To samo, co tak bardzo od tysięcy lat pomogło nam w operowaniu środowiskiem, jednocześnie oddzieliło nas jako osobność, od wszystkiego innego. Staliśmy się odseparowani od całości Istnienia, podzieleni, zatraciliśmy poczucie jedności, ze wszystkim co jest…

… To samo, co tak bardzo od tysięcy lat pomogło nam w operowaniu środowiskiem, jednocześnie oddzieliło nas jako osobność, od wszystkiego innego. Staliśmy się odseparowani od całości Istnienia, podzieleni, zatraciliśmy poczucie jedności, ze wszystkim co jest.

Kamień nie jest kamieniem, a Ty nie jesteś człowiekiem. Człowiek to umysłowa etykietka, granica, która oddziela nas od wszystkiego innego. Jak już pisałem, umysłowe podziały są korzystna w komunikacji, aby powiedzieć „ten człowiek zamawiał herbatę” i żeby ktoś inny nie zrozumiał, że herbatę zamówiła żyrafa. Lecz z perspektywy tego jak określamy naszą tożsamość, wytyczenia granic dookoła siebie za pomocą różnych nazw typu „człowiek” plus dookreślanie jej, jest tym co odgradza nas od poczucia jedności, od Istnienia, od wszystkiego co jest. My również jesteśmy Istnieniem. Bardzo specjalnym Istnieniem, które może być świadome jedności życia, samoświadome Istnienia, nawet świadome samej świadomości!

Pamiętam moje pierwsze zetknięcie z Papaji, mistrzem, mojego mistrza. Jego precyzyjne pytania i opowieści, które podważały wszystko co do tej pory wiedziałem na swój temat, wszystko co sądziłem, że jest prawdą o mnie zaczęło znikać. „Ja” zacząłem zniknąć, a mimo to byłem. Rozmawiałem, gotowałem, spacerowałem, pisałem, robiłem setki rzeczy, ale tego, kto je wykonywał było coraz mniej i mniej. Zacząłem nabierać dystansu do wszystkiego czym do tej pory się określałem, do moich poglądów, do pojawiających się myśli, do emocji, do tego „jaki ja jestem”, do swojego życia, które skonstruowałem. Siedząc na tarasie i patrząc w piękną dolinę w pewnym sensie przestałem być Pawłem, a tym czym nie przestałem być, do tego nabrałem olbrzymiego dystansu. Kiedy wróciłem do mojego codziennego życia, już nie mogłem robić tego co robiłem wcześniej, być tym kim byłem wcześniej. Wszystkie definicje i struktury, w których żyłem, teraz wydawały się być bardzo ciasne, ograniczone, pełne koncepcji, w które musiałeś wierzyć, aby żyć spójnie, integralnie. A, że nie mogłem już w nie wierzyć, zostawiłem więc moje stare życie, pożegnałem się z nim i poszedłem dalej…

… Tak jak patrzysz na Istnienie i widzisz kamień, podobnie patrzysz na siebie i widzisz osobność, osobowość, ciało i umysł, ze wszystkimi swoimi myślami, przekonaniami, energiami, nie widząc, że są etykietami, z którymi gdy się identyfikujemy jako prawdą o nas, stają się prawdziwe  w śnie umysłu. Tak realne jest to doświadczenie, że przeoczany jest cichy nurt Istnienia, zawsze obecne tło, które spokojnie czeka, aż obdarzymy je uwagą.

Kiedy opuszczamy wszystkie więzienia roli, które odgrywamy, przekonań, myśli, emocji, wszystkiego co pojawia się jako osobna forma w Istnieniu, co posiada linię graniczą – osobność. Każda identyfikacja, która pojawia się po identyfikacji z Istnieniem jest pułapką umysłu. Jesteśmy życiem, kropka …

… Kim jesteś, gdy wszystko znika, kiedy przychodzi wiatr wolności i zabiera wszystkie myśli pierwszym podmuchem, drugim podmuchem wszystkie emocje, trzecim osobowość, czwartym ciało, piątym podmuchem zabiera przyszłość, przeszłość, wszystko zostaje zabrane, cała osobność, każda forma, wszystkie etykietki, każda identyfikacja… Co pozostaje? Co jest surowym pięknem istnienia? Co jest przed umysłem, zanim zacznie się identyfikacja z obiektami pojawiającymi się w umyśle? Co nie może zniknąć, bo nigdy się nie pojawiło? Co jest tym w czym rzeczy pojawiają się? Co jest wieczne, nienarodzone, nieśmiertelne? Kim jesteś, gdy nie ma myśli „JA”, kiedy znikają wszystkie etykietki umysłu, które trzymałeś dla siebie i życia? Kiedy wszystko odchodzi, co zostaje?

Kamień nie jest kamieniem a ludzie nie są osobowościami. Wszystko jest Istnieniem i świadomością Istnienia. Istnienie, którym jesteś, nie może zostać naprawione ani zniszczone, nie jest nawet możliwe, aby je rozwinąć. Jesteś Tym! To nie jest praca do wykonania, to nie jest droga do pokonania, cel do osiągnięcia. To jest świadomość, że jesteś w domu, zawsze byłeś, zawsze jesteś i zawsze będziesz w domu. To jest twój dom, twoja prawdziwa natura, finalny punkt na samym początku drogi. To jest prawdziwy dar, jaki otrzymaliśmy od naszego Stwórcy. Jesteśmy Życiem samym w sobie.

Droga to tego nie jest drogą, to podróż świadomości, aby poczuć twoje naturalne dziedzictwo. Wszystko ma naturę Buddy. Wszystko jest. Idź głęboko w to, złącz się z tym, jako, że to już jesteś ty. W polu tej realizacji jest szczęście, radość, miłość, pokój. Wszystko co jest poszukiwane na zewnątrz, jest wewnątrz, jako naturalny stan egzystencji jako Istnienie.

Tyle książek, bibliotek, filmów, tylu nauczycieli, aby wyrazić tą najprostszą z prawd. Cóż za kosmiczny żart! Jesteś Życiem, jesteś Istnieniem, nie tym co pojawia się po Istnieniu jako tysiące form. Jesteś Istnieniem, bez podziałów, bez granic. Cierpi tylko to co jest osobne, co ma granice. Jesteś Istnieniem. Przesuń swoją identyfikację z jakiejkolwiek formy na to co bez formy, na Istnienie i Świadomość Istnienia.

I nie ma niczego co musiałbyś zrobić, aby tym być, jako, że już tym jesteś.

To jest oświecenie.

3 „Święty Ogień”

Siedzę blisko ognia, bliżej niż kiedykolwiek siedziałem, być może bliżej niż kiedykolwiek widziałeś kogokolwiek. Tak blisko, że możesz poczuć ciepło na całym ciele, żar, który dociera aż do głębokich mięśni i kości. Płomienie dosłownie obmywają mnie jak fale. Zakrywam gołe stopy kocem, i idę jeszcze bliżej, praktycznie wchodzę w ogień. Czuję jak płonie moje życie, wszystkie struktury, którymi się otoczyłem, które powołałem do bycia. Cele, pomysły, idee. Spala się to czego zostałem nauczony o sobie, o życiu. Płoną długofalowe plany, przekonania. Spalam się w ogniu, spala się moja osobowość, moje preferencje i antypatie. Modlę się do ognia, aby spalił wszystko to czym nie jestem, aby pozostała tylko prawda.

Sekret, który przekazał mi tej nocy ogień, polega na tym, żeby być wolnym, nie masz spalić swojego ciała, wtedy jedynie co osiągniesz, to przejażdżka twojego ego, w kolejnym ciele w kolejnym życiu. Sekret to spalić wszystko co pochodzi z umysłu i ego. Nie chodzi o to, aby przestać używać umysłu i osobowości, lecz zerwać z identyfikacją swojego poczucia istnienia z umysłem i osobowością.

Opowiem ci historię. Żył mężczyzna, który kochał przedmioty, szczególnie te stare i bardzo cenne. Miał dom przepełniony artefaktami zapomnianych cywilizacji. Od młodych lat gromadził przedmioty, setki, tysiące, które zajmowały cały wielki dom, do podłogi, aż po sufit. W niektórych pokojach stały wielkie kartony, zapełnione przedmiotami pomniejszej wartości. Te najcenniejsze były wyeksponowane na honorowych miejscach…

… Pewnego dnia, kiedy nadszedł 60ty rok jego życia, zorganizował przyjęcie, lecz nikt nie przyszedł. On jednak pamiętał o sobie. Kupił sobie w prezencie bardzo stary świecznik z Indii, na którym wygrawerowane były modlitwy i mantry w sanskrycie. Podpalił na nim świece i zasnął na fotelu, patrząc się w ogień. Świecznik, w którym podpalił świece był tak stary, nadszedł jego czas. Pod wpływem ciepła złamał się i spadł na podłogę, cicho, bezszelestnie.

Mężczyzna wciąż spał, kiedy jego dom ogarniał ogień. Obudził się kiedy płomienie zjadały już fotel na którym siedział, wszędzie otaczał go czarny dym. Otworzył oczy widząc cały swój dom w ogniu, każdy pokój, wszystkie piętra płonęły. Szybko otworzył okno i zaczął wyrzucać najcenniejsze przedmioty do ogrodu.

Wkrótce dym był tak mocny, czuł jak jego płuca wypełnia trujący dym, w ostatnim momencie wyrzucił przez okno samego siebie, na trawnik, gdzie uratowali go sąsiedzi.

Obudził się w szpitalu, przeżył, jego zdrowie nie ucierpiało, był tylko w silnym szoku.

Powiedziano mu, że cały dom spłonął, ale wyrzucił przez okno kilka cennych przedmiotów. Jego rodzina, wiedząc o jego pasji i przywiązaniu do rzeczy, które kolekcjonował ustawili wszystko to co zostało uratowane, na szafce naprzeciwko łóżka w którym leżał. Płakał z tej straty przez wiele dni…

… Kiedy lekarze pozwolili, zdecydował, że pojedzie do swojego domu. Wszedł na posesję, która teraz był tylko zgliszczami, wszystko spłonęło do samej ziemi. Przechodził przez spalone pokoje, płacząc ze swojej straty i w końcu i stanął w centralnym miejscu, domu, tam gdzie zasnął na fotelu. Bez dachu, pod czystym niebem i słońcem nagle zaczął płakać. Jednak był to inny płacz niż poprzednio. Płakał, śmiejąc się jednocześnie. Poczuł olbrzymią wolność, która wypełniła całą jego istotę. Padł na kolana i płakał dalej z wdzięczności, za to co go spotkało. Ogień przyniósł mu wolność.

Wrócił do szpitala, wziął wszystkie ocalone przedmioty i wrócił taksówką do miejsca gdzie stał jego dom. Usiadł tam gdzie poczuł wolność, ułożył wszystkie, nawet najcenniejsze rzeczy, do których był najbardziej przywiązany, i podpalił.

Kiedy obserwował jak płoną, stał się pusty.

Siedząc blisko ognia, poproś, aby spalił wszystko to kim i czym nie jesteś. Wszystko to co jest po „ja jestem” jest snem umysłu poprzez świadomą i nieświadomą identyfikację z nim, uwarunkowujemy go jako prawdę…

… To idzie tak głęboko, jak identyfikacja „ja jestem” z tym i „ja jestem” tamtym, z narodowością, imieniem, przekonaniami. Cały ten sen, kiedy uwierzony jako prawda o tym kim jesteśmy, wpływa na samoodczuwanie siebie, swojej Istoty. Istota zostaje pomylona z umysłowymi formami. I poprzez identyfikację z tymi formami przychodzi cierpienie, jako rezultat rozpoznawania siebie, swoje „ja” i definiowania siebie jako obiekt.

Kiedy odbywa się mecz w piłkę nożną pomiędzy Polską i Niemcami i nie jesteś, ani Polakiem, ani Niemcem, nie jesteś nawet fanem piłki nożnej, nie wspierasz żadnej drużyny, wynik rywalizacji nie ma na ciebie żadnego wpływu. Nie cierpisz z przegranej, ani nie radujesz się z wygranej, ponieważ twoje „ja” nie jest zafiksowane w jakiejkolwiek formie w tym wypadku. Lecz jeśli twoja tożsamość jest uformowana w narodowość, która przegrała, poprzez formę przychodzi cierpienie. Jeżeli powiążesz się z drużyną, która wygra przychodzi radość i szczęście.

Jednak nawet ta radość i to szczęście ma w sobie zaprogramowane cierpienie, ponieważ jest obwarunkowana kryteriami i ma termin ważności, jak kwiaty ucięte w łodydze. Prawdziwe szczęście, podobnie jak prawdziwa miłość jest niedotknięta przez czas, ani przez jakiekolwiek kryteria dla jej istnienia, czy nieistnienie.

Idąc dalej, każda myśl i emocja wywierająca na ciebie wpływ, musi posiadać nieświadomą identyfikację z „ja”. Kiedy odczuwasz gniew i on wpływa na ciebie, nieświadoma identyfikacja brzmi „ja jestem ten, który się gniewa”. Kiedy nie ma tam ja, gdy nie ma identyfikacji, gniew pojawia się, lecz nie kotwiczysz w nim swojej identyfikacji. Wtedy możesz identyfikować się z tym w czym gniew powstaje, z tym, który obserwuje gniew…

… Kiedy nie ma twoje „ja” połączonego z formami, które pojawiają się w ciele i umyśle, co się z nimi dzieje? Bez twojej identyfikacji z emocjami i myślami stają się one puste. Jeśli przyjrzysz się temu w kontemplacji, zauważysz ze są one puste, jedyne co je wypełnia, to twoja nieświadoma identyfikacja z nimi. Wyciągnij ja, z jakiejkolwiek formy doświadczenia, które przeżywasz. Jakie staje się to doświadczenie?

Nie jesteś formami, które doświadczasz. To nie jesteś ty. Ty jesteś Istnieniem, które je wypełnia i w pomyłkowym procesie identyfikacji, zacząłeś rozpoznawać z siebie z formą, którą wypełniasz. A skoro, ty je wypełniasz, to również możesz je zostawić. Wyciągnij swoje „ja”, swoje poczucie istnienia z każdej myśli, emocji, przejawu osobowości i zobacz co się wydarzy.

… Nic co istnieje po twoim „ja jestem”, nie jest prawdą, to jest film identyfikacji. Pozwól, aby ogień w tych słowach, spalił wszystko to kim nie jesteś. Niech spłoną twoje myśli, emocje, umysł, poczucie bycia osobowością, pozwól, żeby spalił wszystkie energie, osądy, przekonania. Pozwól, aby wszystko zostało zjedzone przez płomienie wolności. Płomienie zrozumienia swojej prawdziwej natury…

 

… I kiedy ogień spali wszystko, wszystko co nazwaliśmy i to czego nie nazwaliśmy, kiedy pochłonie ciebie całego, wszystko, do samego końca. Co zostaje? Co pozostanie po tym wielkim ogniu? Kim jesteś?

Nic nie pozostało?

Idź głęboko z tym ogniem Pozwól mu płonąć, aż nic nie pozostanie.

Jesteś pusty? Wszystko spalone?

Nic nie pozostało? Zostało tylko nic?

Dobrze.

To nic, które pozostało…tym jesteś. I w tym niczym, stajesz się wszystkim.

Wszystko co pojawia się po nicości, jest fenomenem ciała i umysłu, którym zostaliśmy uwarunkowani, aby wierzyć, że jesteśmy. W procesie społecznego uczenia zaczęliśmy identyfikować nasze Istnienie w małością i skończonością obiektów i umysłowych projekcji, które pojawiają się w naszej obecności.

Kiedy już myślałem, że noc i nauki ognia dobiegają końca, zerwał się wiatr, który dosłownie prowadził płomienie po mnie, ogień żył, pędził jak dzikie konie. Przez chwilę pojawił się we mnie strach, że się podpalę, lecz usłyszałem w środku cichy głos „zaufaj”, więc rozłożyłem ręce w geście przyjmowania i powiedziałem, „ok, jedziemy, do końca, pokaż mi wszystko”. Wtedy ogień zaczął trawić cały zbiorowy sen, który jest częścią naszej egzystencji. Zostało mi pokazane, że każdy z nas żyje w dwóch snach, w pierwszym czyli w swoim indywidualnym śnie o sobie samym, to nasze ego, osobowość, w które wierzymy, że są prawdą. Drugi sen, to sen całej naszej cywilizacji, przekonania, prawdy, zasady społeczne, są tylko i jedynie wynikiem materializacji poziomu ewolucji naszej cywilizacji, której daleko do życia w harmonii ze sobą i światem dookoła, której daleko do życia w miłości i prawdzie. Dlaczego, więc internalizujemy te „prawdy”, zgadzając się z nimi i żyjąc według nich. Ogień zaczął spalać wszystkie rzeczy które zostały przeze mnie adoptowane ze społeczeństwa, ambicje, potrzebę posiadania racji, materialne przywiązania i tysiące innych rzeczy, które były wypalane ze mnie, tak jak hartuje się stal, rozgrzewając ją do potężnej temperatury. Po tej nocy, kiedy ogień się dopalał, położyłem czoło na gołej ziemi, dziękując za wszystko co ze mnie zostało usunięte tej nocy. Im więcej z nas zniknie, w przeciwności do tego czego nas uczono, im więcej z nas zniknie, tym bliżej prawdy o samym sobie jesteś.

Weź to głębokie zrozumienie, że ewolucja nie poleca na tworzeniu, lecz odpuszczeniu wszystkiego czym nie jesteś. Nie porzucaj tego procesu zbyt wcześnie. Jak wyprzedaż garażowa – wszystko musi pójść. I wtedy jesteś wolny, jesteś wolnością samą w sobie. Nic nie pozostaje, pustka pozostaje, poza koncepcją pustki, poza słowami, tylko uczucie wolnej przestrzeni, ciszy w której wszystko się manifestuje.

I tą nicością, tą pustką, Ty jesteś.

W ten sposób rzeczy nie będą sprawiały ci cierpienia, ponieważ wszystkie cierpienia i problemy są dla ograniczonej istoty, która rozpoznaje siebie jako osobowość. Całe cierpienie, wszystkie problemy są osobiste, personalne. „Nie doświadczamy cierpienia”, jak powiedział *Shree Nisangarata Maharaj, „my cierpimy nasze doświadczenie.”

Pozwól, żeby ten ogień płonął w tobie, aż płomienie wezmą wszystko co personalne, indywidualne, wszystkie twoje reakcje, ulubione formy, aż pozostanie tylko czysta pustka.

To jest nasza prawdziwa natura. Pusta Nicości, która jest jednocześnie Pełnią Wszystkości.

Z tego miejsca identyfikacji możesz obserwować i być świadomy tego miejsca, nicości i wszystkości. Możesz być nawet świadomy tego co jest przed pustką, czego nie da się nazwać słowami. Możesz znaleźć obserwującą świadomość, nawet przed pustką i nicością, ponieważ nawet one powstają w świadomości, w polu Istnienia.

Kiedy to „ja jestem” jest pustką i świadomością pustki, a nawet przed-pustki, możesz obserwować powstawanie wszystkich formy myślowych, wszystkich odczuć płynących z ciała i umysłu. Nawet sam umysł, struktura, która wywołuje myśli i odczucia, powstaje w pustce, którą jesteś. Jesteś przed umysłem, jesteś więcej. To umysł powstaje w tobie.

Obserwuj wszystko co się pojawia jak fale, które przychodzą i odchodzą. Wszystko się zmienia, lecz to kim jesteś, jest, pozostaje niezmienne, zawsze obecne. Świadomość jest, nawet nie można powiedzieć, że była i będzie, bowiem jest poza czasem, jest, w wiecznym tu i teraz.

Nie łącz siebie z jakąkolwiek ideą umysłu, nie łącz siebie z żadną rzeczą. Ty jesteś nicością, nie-rzeczą, pustką w swojej absolutnej pełni. Pozwól, ogniowi świadomości wykonać swoją pracę, niech spali ciebie, aż do nicości.

I to nic, które pozostaje, kiedy ogień spali wszystko, tym jesteś.